Rok 1999. Ostatni bojownik ekranu Maciej K. próbuje reanimować postępującą agonię Kina Ochota. Onego czasu budynek osiąga 49 rok istnienia. Z szacunku do przeszłości, ale też i ze względu na realia finansowe nie ingeruje się w architektoniczny modernizm z lat 30-tych, jak i w oryginalny „przepych” wystroju socrealistycznego z 1955 r. Jedynym przejawem nowego dokonanym na początku przełomu lat jest Logo i Imię dodane do znanej nazwy. Obecnie tak wygląda nekrolog tego Logo:
Los pisze własny scenariusz. Konkurencja popcorn – Multiplex zawładnęła publicznością. Bezwzględne urzeczenie „intymnym” kinem domowym DVD i Dolby Digital redukowały fanów, a i sam repertuar nie mogąc konkurować z wypożyczalniami kaset video nie wróżył odrodzenia godnego mitycznego Feniksa. Salę wypełniały często dwie przytulone pary małolatów… i tylko. Postępująca agonia w 2000 roku osiąga apogeum. Kino umarło. Wpisanie w 2009 r. do rejestru obiektów zabytkowych ratuje co prawda budynek od zagłady, ale Mroczna Dusza jego wnętrza, rozświetlana magią ekranu zgasła bezpowrotnie – jej urok pozostanie jedynie w nostalgicznych wspomnieniach dojrzałego pokolenia mieszkańców warszawskiej Ochoty.
Najbardziej gorzkie jest dla Kina Ochota to jedynie, że zgłady dokonali tak naprawdę jego ukochani kinomani.
