Nikt nie lubi powrotów, ale żeby choć otrzeć się o tamte rodne klimaty w Czasie i poza Czasem dotknąłem klawiatury.
26 XI 2006
Natura nigdy nie zachowuje się dyplomatyczne. W taki pamiętny dzień, zwany All Hallows Een (Wieczór Wszystkich Świętych) – a w skrócie Halloween i kolejny Dzień Wszystkich Zmarłych – powszechnie zwany Zaduszkami („Dziady”), mam poczucie bytu bez czasu – jak celtyccy druidzi i tę samą ich trwogę przed potężnym Królestwem Śmierci Samhaja. Dotkliwie przygnębia osiągana wspomnieniem gmatwanina zdarzeń, które są już historią. Źle się wyraziłem – to moje wspomnienia, a więc niczyje. Przestanie być ten fakt jakąkolwiek historią za niedługi czas. Istnieje też inna, zwana powszechną – wciskająca swoje wydarzenia w nasz bezradny byt. Oto według biblijnej Księgi Rodzaju potop miał miejsce siedemnastego dnia drugiego miesiąca, więc byłby to nasz początek listopada. Wszyscy zmarli w tę naprawdę w Boskim wydaniu rzeźnię Natury przy użyciu wodnego narzędzia. Ostał się jeno Noe z rodziną. Mam wielkie wątpliwości rozglądając się wkoło czy genetycznie wybór był słuszny.
Stałem przy rodzinnej mogile pijąc piwnego pacierza, za zdrowie żywych i spokój w Niebycie. Cmentarz nie był mi obcy nigdy, wręcz lubiłem tę jego cichą, wybujałą niekiedy i monotonną realność rozrastającą się na powierzchni. Teraz zobaczyłem korzenie tej niemej łąki nagrobków i o zgrozo cieleśnie ludzkie korzenie. Skamieniałem. Mniemałem, że wieczorny spacer po Powązkach, kiedy tylko ogień pamięci w zniczach swą dyskrecją objawia z mroku i uduchowionej ciszy tę nadziemną wybujałość – doznam jak zwykle ukojenia. Wręcz przeciwnie, płonący mrok tylko pomagał wniknąć pod pomniki, pozwolił dotknąć korzeni i to w sposób tak naturalny, tak nie dyplomatycznie szczery, że aż stałem się nimi, z tą małą różnicą, że byłem ciepły.
Zleceniodawca: Jerzy Kolanowski.
Projekt, rysunki wykonawcze oraz bozzetto Wojciech Chmiel, dłuto Artur Idzikowski i Stanisław (Gruszka).
Projekt jak zwykle rodził się etapami. Rysunek własnością Muzy Anulki.
W przyjacielu-inwestorze obudziła się wręcz dusza artysty i przyznać należy, że uczestniczył całą swoją wrażliwością przy narodzinach gorliwie. Było to bardzo naturalne, bo też przygotowywał dla siebie samego wieczny odpoczynek.
„Chronos”. „Sic transit gloria mundi” – tak przemija chwała świata.
Była to cudowna przygoda – zderzenie Nero Zimbabve (tumba z czarnego granitu) z bielą zimnej Bianco di Carara (marmur z wyrobiska Cave Michelangelo) i z naturą swojskiego, olchowego drewna, a wszystko nasycone cmentarną alegorią nieuniknionego. Czas faktycznie przelewał się przez moje palce wtedy – tą uroczą chwilą.
Projekt musi zawierać rysunki wykonawcze dla kamieniarzy, dobrze jeśli dopełniają wymiarowanie widoki poglądowe.
Realizacja do dzisiaj jest nie ukończona, brak drewnianego, „przydrożnego krzyża”.









Panie Wojciechu !
Chronos jest genialny i pięknie komponuje się ze specyficznym klimatem Starych Powązek. Kapelusz z głowy przed Panem !
Pozdrawiam