Historia

Retrospekcją cofnę się do pragnień dojrzałego lotu w wydaniu próbującego podfrunąć pisklęcia. Następnie wspomnę czas bohemy i przebarwień żółtodzioba.

Cały ten okres jest zauroczeniem, intuicyjnym poszukiwaniem wśród chaotycznych wibracji i zgrzytów upragnionej nuty, tęsknotą za rozkoszą płynnego brzmienia.

Dostępnymi narzędziami odkrywałem nowe techniki wypowiedzi, ale… nie zdawałem sobie wtedy sprawy z paradoksu celu. Dusza moja przez cała życie nie będzie potrafiła klęknąć przed konkretną specjalizacją. Od samego początku świadomości fascynowały mnie ołtarze, jak choćby cycek Matki, z „różową soczystką”. Nie potrafiłem jednak zrealizować własnego ssania, nie było nawet cokołu, na którym zatknął bym sytość. Wieczny głód tułacza, którego nakarmić nie sposób. Dzisiaj wiem, że w tym wcieleniu nie istnieje taki pokarm