You are currently viewing Logo – Nakanoya Sushi Bar

Logo – Nakanoya Sushi Bar

NAKANOYA  Sushi Bar

Jedzonko było zawsze najistotniejszą potrzebą ziemskiej natury. Twórca żywi się nie tylko poprzez kulinarne smaki, jakie pieszczą ludzkie podniebienie, ale najczęściej spełnianiem wymogów rynkowej konkurencji. Żerując na owej potrzebie indywidualizmu danego przedsięwzięcia, przez wyobraźnię artystów przetaczają się niekiedy zaskakujące zamówienia, zazwyczaj wymagające syntezy, koniecznie harmonijne, a jednocześnie jedyne w swoim rodzaju.

Te estetyczne predyspozycje poszczególnych osobników populacji były atrakcyjne od samego zarania dziejów ludzkich. Po 31000 lat zwierzęcości, w epoce kiedy Neandertalczyk wkraczał w okres oryniacki, Kromanioński człowiek (z Abri de Cro-Magnom, homo sapiens fossilis)  opanował instynkt i wpadł nagle na zbawczy pomysł, aby przy pomocy ostrza obrobionego krzemienia, a następnie sztyletu kościanego – jeść, a nie żreć jak reszta natury, i to jeść świeże mięso, gardząc rozkoszną padliną hominidy. Miało to szalone konsekwencje, nie tylko anatomiczne.

Potrzeba sytych ludzi tamtych czasów doprowadziła do dekorowania swoich skalnych siedlisk. Na ścianach jaskiń nawarstwiają się malowidła i ryty, zwłaszcza o tematyce mistyczno – łowieckiej, półki skalne zdobią pierwsze erotycznie kultowe figurki paleolitycznej Wenus – powstają zalążki człowieczych ołtarzy.

Właściwie do dzisiaj nic się nie zmieniło w ogólnej tendencji, no może w samych nazwach – logo, bilbord, wizualizacja, lunch, sushi…

Z tą sytością jest jednak ostatnio nie najlepiej.

Wojciech Chmiel - Logo Sushi Nakanoya

Jak zwykle zaczynam od Logo. Monstrualny zator stworzyło samo imię – musiało zabrzmieć nie zgrzytem ani miauczeniem dla słowiańskiego ucha, a jednocześnie nieść zamierzone treści. Lektorka Atsuko  ze szkoły Sakura była wtedy nicią Ariadny – znała japoński, polski i angielski. Błogosławiłem Internet.

Wojciech Chmiel - bilbord sushi

Bilbord 207 x 124 cm okazał się koniecznością.

Wojciech Chmiel - sushi bar - folder 1

 

Wojciech Chmiel - sushi bar - folder 2

Podstawa wszelkiej działalności to folder- cennik. Inicjator zmajstrował 12 majstersztyków, które wymagały fotografii do jego menu. Córka Iwa i architektka po kobiecemu komponowały zestawy. Trwało to cały dzień, a potem mrowie znajomych obsiadło jak muchy tę wielką kupę żarcia, aż w końcu zostało trochę, które zjadła rodzina. Nawet zaistniało małe „co-nieco” przy okazji. Foty pozostały, a potem Photoshop.

Wojciech Chmiel -  wizytówka

Wszystko jest jednak uległe doczesności – wizytówka zna jedynie światło monitora.

Dodaj komentarz