Z wielkimi oporami podejmuję się projektowania wnętrz. Dawniej, kiedy pisklęta w Gnieździe miały jeszcze żółte, wrzaskliwe dzióbki, wnętrza były nagminnymi zleceniami. Zapewne nastąpił swoisty przesyt. Są jednak w życiu takie momenty, że nie można odmówić – bezradni znajomi, nie mający zaufania do specjalistów na topie pielgrzymują do mojego Sacrum. Do głosu dochodzi wtedy „miłosierdzie dobrego Samarytanina”.
Tradycyjnie zaczynam od sygnetu. Powstało logo zakładu fryzjerskiego w Galerii LIM Hotelu Marriott w Warszawie. Rok 2010. To jest synteza, której towarzyszą wyjaśnienia: „Hair & Beauty Salon” i hasełko „From Hair to Lifestyle”. Wszystkie tytuły zamawiająca pozostawiła inicjatywie projektanta. W tej fazie „wymyślania” uczestniczyło elitarne moje środowisko i nagminnie korekta w Internecie.
Grafika i nazwy miło zaskoczyły inwestorkę oraz decydentów z LIM.
Reklamowy bilbord na szyby okazał się łakomy na komputerową pamięć. Na szczęście sprzęt mam „wypasiony” i nie udławił się takim „deserkiem”. Co prawda rozdzielczość tylko 150 dpi, format zaś EPS, aby plotery pojęły. Plik był „ciężki” – 307 x 189 cm + spady, a wszystko zwielokrotnione razy 3. Nośnikiem reklamy miała być folia samoprzylepna, pół-transparentna One Way Wision. Tło zanikało do przezroczystości.
Najpilniejsze okazały się wizytówki. Powstało kilka wersji (głównie tekstowych), ale ostatecznie wydrukowano dwie w rozdzielczości 600 dpi.
Pozostało najnudniejsze – upstrzyć niezbędną graficzną informacją i nie zagmatwać efektu. Zawsze mam z tym kłopot, zapewne wstręt (z dzieciństwa) do transparentów ludowych. Zleceniodawca odwrotnie – pragnął snuć opowieść na rozległych płaszczyznach tego „akwarium”. Oto widok od strony parkingu.
Kompromis stał się koniecznością. Nieco napuchło i tak się ostatecznie prezentował widok z holu zewnętrznego od strony parkingu. Wygląd całościowy.
Hol wewnętrzny Galerii LIM. Przenika informacja wewnętrzna salonu na ekspozycję szyb. Nieco to pogmatwane, ale i tak w naturze nikt nie zobaczy tej przestrzeni całościowo (14 metrów), korytarz jest zbyt wąski.
Nie obyło się bez rysunków poglądowych. Nadrzędnym założeniem było nadanie całościowej, estetycznej elegancji w odbiorze, schludnej i wzbudzającej zaufanie, pomijającej niedorzeczną „nowoczesność” jaka istniała poprzednio. Teksty informacyjne zredukowałem do minimum, bo i tak nikt ich nie czyta, skupiając się na informacjach koniecznych, zwłaszcza na cennikach, które uczciwie zapraszają. Kolorystykę przyjąłem „naturalną”, zbliżoną do odcieni włosów ludzkich – co nazywa się w języku twórców „na pochodnych”, a w mentalności odbiorcy silnie integruje z zaufaniem. Ingerencja w struktury zastane jest minimalna i służy usunięciu elementów wprowadzających ewidentny chaos. Dotyczy to drobnej korekty zabudowy wewnętrznej od strony parkingu, oraz elementu marmurowego wewnątrz budynku, który został całkowicie pominięty z dwóch powodów: jego naturalna struktura wprowadza drażniącą dysharmonię do koncepcji, a co bardziej istotne jest on dotkliwie podziurawiony przez poprzednie reklamy. Najelegantszym sposobem było go bezinwazyjnie zasłonić nie naruszając poleru kamienia. Projekt zawierał bardziej szczegółowe opisy pod ostatecznymi rysunkami (17 sztuk w formacie A-3). Wersji nawet nie liczyłem.
Cenniki musiały mieć wymienne ceny, co okazało się konieczne przy niestabilności polskich realiów. Osobny problem stanowiły fotogramy. Ostatecznie dotarły dwa negatywy o odpowiedniej rozdzielczości od firmy Kerastase-Paris, trzecia fotografia „mokrych włosów” miała być zrobiona w Polsce. Wydruki lekko sepiowane.
Starałem się zamknąć całościowo koncepcję niemal w „sferę”, równoważąc niedosyt z przesytem postrzegania do właściwego klimatu zaufania, a tylko o to jedynie w reklamie powinno się zabiegać.
Projekt nie jest jeszcze do końca zrealizowany. No cóż – w końcu żyjemy w Polsce.







