Coroczne, trzymiesięczne studenckie przerwy spędzałem najczęściej w towarzystwie dłut. Wycinka potężnych drzew pod nowe ośrodki wczasowe i prywatne działki budowlane dostarczała wspaniałych kloców topolowych.
Gospodarz traktował mnie bardzo życzliwie, jak żywą reklamę, a dla goszczących wczasowiczów byłem niezłą atrakcją między rosnącymi hałdami wiórów. Pojawiła się nawet Muza.
Realizacje wzrosły do znacznej wielkości i ważyły sporo. Bywało, że wybierałem wnętrze aby materia nie pękała, co automatycznie zmniejszało ciężar. Kloce były wielkie i cały zamysł powstawał z jednego pniaka. Ludowość świątkarską rozcieńczał wpływ Nowej Figuracji, dominowała tematyka „przydrożnej kapliczki”.
Kiełkowała powoli wielbiona alegoria. Powstawały figury nie przekraczające jeszcze 1 metra – „Zbłąkany Owieczek”, „Złota Rybka”, człowiek z ptakiem, z kwiatem, no i z flaszką.
Kolejny plener z inicjatywy autochtonów wybuchł monstrualnie.
Figury dosięgły metra wysokości. Umowność zastąpiła precyzja szczegółu. Nie tylko sama forma już mnie wtedy pochłaniała, do głosu dochodziła poetyczna psychologizacja rzeźbionych postaci. „Dwoje Ludzieńków” jest tego przykładem.
Mniejsze realizacje powstawały z twardego drewna wiśniowego. Poler pod ostrzem powstawał automatycznie, zderzałem też ze sobą różne gatunki drewna. Świątka posiada starsza córka Isadora.
Wszystkie sepiowane migawki to właściwie nekrologi. Część tych prac powędrowała „dla chleba” do Ameryki, część przepadła na rodzimym gruncie nie wiadomo gdzie. Mnie pozostały jedynie ostrogi z tamtego okresu, zaplamione miejscami rdzawą plamą po ostrzu dłuta, oraz tych kilka archiwalnych fotografii.
Sam byłem jak Świątek, a w tworzony przekaz wlewałem autentycznego siebie. Stanowiliśmy całkowitą jedność przesyconą wiernością bezpańskiego kundla.
Rozsmakowałem się w formie. Zasiedliłem drugą pracownię podczas zarobkowych wojaży rzeźbiarza Michalika. Nie kolidowało to z malarstwem, wręcz się uzupełniało.
Figura „Koptyjskiego Mnicha” znajduje się w prywatnej kolekcji przyjaciela – Bogdana Żurawskiego.










„Koptyjskiego Mnicha” is very interesting and beautiful piece of work. Hope you will be able to give more detail about it, such as when you made it, what inspired you to do it, and your encounter with Coptic monks.
Dioscorus Boles