Pyxis z Gammai
Wieloletni mój przyjaciel prof. dr Piotr O. Scholz, niezmordowany uniwersytecki pedagog na katedrach Historii Sztuki (nie tylko w Polsce), wielki erudyta i płodny eseista naukowy, zwrócił się od mnie z palącym problemem. Jego publikacja zawierała opracowanie omijanego do tej pory tematu, który niebawem obchodzić będzie setną rocznicę głuchego milczenia. Brakowało rysunku, gdyż nieliczne fotografie obiektu niewiele mogły przekazać przed konserwacją.
Był przełom roku 2008-9, kiedy Piotr zaszczepił mi temat.
Eksponat został odnaleziony w roku 1918 przez ekspedycję O. Bates i D. Dunham z Harward African Studiens w piaskach miejscowości Gammai (około 24 kilometry od Wadi Halfa). Powstał w okresie późnomeroickim – około II wieku po Chrystusie. Atrakcją znaleziska okazała się zawartość szkatułki noszonej na zacnej piersi – wypełniona była złotą biżuterią. Profesora interesowała puncowana okładzina małego pojemniczka (14,8 x 6,8 h = 9,2 cm) z hellenistycznym wyobrażeniem orszaku Dionizosa. Tekst miał rozważyć, czy są to zaślubiny Dionizosa z Ariadną (tą od nici Tezeusza), córką króla Krety Minosa, czy też orszak z oblubienicą – nieznaną z imienia ziemianką, określaną jako Basylisa, córką greckiego władcy o tytule Basileus. Przy okazji artykuł spełniał ostre kryteria poprawności i korygował niejasne wnioski historyczne.
Przystąpiłem do analizy kilkunastu „polowych” fotografii, bo właściwie nikt do tej pory nie opracował naukowo puzderka – jeno złoto wszystkich fascynowało.
Obiekt znajduje się w Sudan National Museum w Chartumie i w katalogu figuruje jako znalezisko G. Reisnera. Oczywiście zajmuje ciche miejsce na cmentarnym regale magazynu tego szacownego przybytku. Bywałem wielokrotnie w tych mrocznych lochach z zamilkłą przeszłością, ale penetrowałem jedynie zakurzone nagromadzenie sztuki chrześcijańskiej znad Nilu, inne działy omijając… a teraz żal.
Materiał, jakim dysponowałem, był jedynie wielce pobieżnym dokumentem – jak to raporty polowe. Miałem jeszcze kilka ujęć zabytku, fotografowanych w ekstremalnych warunkach magazynu, ale sytuacja wyglądała beznadziejnie. Piotr stwierdził krótko: „Jeśli ty, Chochole temu nie podołasz, to sprawa jest całkowicie przegrana”. Połechtana artystyczna próżność zanurzyła mnie na okres miesiąca w analizy i analogie.
Początek opracowania zaistniał bez poważniejszych komplikacji. Wizerunek maga (kapłana dionizyjskiego) w czapeczce frygijskiej, który gra na Fletni Pana był czytelny. Zaczynał powstawać kontur poszczególnych osobników antycznego weselnego orszaku.
Druga postać już była oporna. Rozdzielczość materiału dowodowego uniemożliwiała analizę. Wielokrotnie powracałem do porównań fotografii, zanurzony w materiale porównawczym z okresu hellenistycznego. Jedynie ogonek koźli (zatem to nie „koński” Sylen) zdefiniował przedstawienie jako Satyra (o ile nie jest to sugestywna narośl patyny). Bukłak nawet okazał się czytelny (pijałem z takich na Saharze), róg – puchar antyku również, ale do dzisiaj nie wiem, co to jest ten okrągły przedmiot obok lewej nogi. Żebym choć przez chwilę miał oryginał przed oczami – przecież byłem w swoim czasie na wyciągnięcie ręki od niego. Pozostawały jedynie pospieszne fotografie z różnych ujęć, papierosy i pucharek talentu z reńskich winogron. Rekonstrukcję utrudniał sferyczny relief, co przy przypadkowym oświetleniu obiektu deformowało realia na fotografiach. Zaczynałem wątpić w słuszność dociekania – za dużo intuicji. Skład publikacji w Bundesrepublik Deutschland był na ukończeniu, ja zaś miotałem się bezradnie w wątpliwościach popędzany goryczą e-mail.
Rewers szkatułki. Tu dopiero zakwitła nieczytelna gmatwanina skorodowanych wypukłości. Z lewej strony owo tajemnicze tondo, dalej dwie tańczące Menady, jarzmo zawiasu i fakturalna struktura nieczytelności. Polowe opisy znaleziska były na tyle naukowo powściągliwe, że niewiele wyjaśniały. Nikt też nawet pobieżnie nie omiótł włóknem szklanym zabytku. Dalej w orszaku pojawia się postać grająca na lirze, po prawej z cienia wyłania się Centaur grający na flecie. Trop był nawet widoczny, teraz trzeba powęszyć w analogiach.
Tańczące Menady, nieodłączny element alkoholowej orgietki (nie tylko podczas bachanalii). Deformacja puncowanego repusu przez flesz podczas dokumentacji gmatwała dodatkowo czytelność. Strupy wiekowej patyny demonstrowały abstrakcją swoją. Pęczniała natomiast teczka analogii. Oczywiście przytulała mnie biblioteka Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN. Na szczęście znają mnie tam wszyscy, więc skaner był gorący.
Problematyczne są niektóre rekonstruowane fragmenty, jak na przykład obnażony biust, ale bachantki z reguły emanowały erotyką. Nie mając oryginału przed oczami, mogłem jedynie przybliżyć zamiar dawnego rzemieślnika – artysty, mieszcząc się w przekazanych zdjęciami proporcjach przedstawień. Wszystko to razem było wielce ryzykowne.
Dotarłem wreszcie do jarzma zamknięcia, połowa zadania przemawiała duchem tamtej epoki.
Żaden konserwator nigdy nie miał w ręku szkatułki, a ja musiałem czytać niemal sposobem Braillea. Polowe raporty (powszechnie znane jako Reisnera) przed profesjonalnym oczyszczeniem obiektu, a pisane in situ – wielce były ostrożne. Mamy tu trzy postacie, od lewej klęczącą z długim przedmiotem, za nią zupełnie nieczytelną, ale wiadomo, że to trzecia Menada, a następna to grająca na lirze.
Nic w tym przedstawieniu nie jest stuprocentowo pewne. Satyrów jeszcze od biedy można poddać analizie, niejasna jest postać drugoplanowa, ale w tradycji orszaków Dionizosa występują trzy Menady. Czy Satyry miały stopy czy kopyta – to inny problem. Przedstawiano ich w okresie hellenistycznym i tak i tak. Czy trzecia Menada na reliefie tańczy, czy właśnie zaczerpnęła oddechu – pozostanie tajemnicą, którą jedynie konserwacja rozwikła.
Orszak zamyka Centaur grający na flecie i jednocześnie ciągnący wóz z młodą parą.
Mitologiczny Centaur, mimo że nie istniał w całości na fotografiach szkatułki, nie stanowił większego problemu. O wiele trudniejsze było zrekonstruowanie młodej pary. Dionizos poddawał się analizie, natomiast ukazana en face postać panny młodej… Jedno jest pewne, ma ona na głowie diadem! To przemawia za zaślubinami z Ariadną.
Po rozwinięciu skompletowanej całości okazało się, że ornament pszczół rozpoczynający kompozycję i zamykający ją musiał być przycięty. Relief puncowano dwustronnie, nie ma innej możliwości. Po cyzlerce złotnik owinął pyxis odkutą kompozycją, dopasowując do kształtu, okładzinę umocował (zlutował?) i przyciął do krawędzi. Przez 3 lata „terminowałem” przy jubilerskim fajnaglu i lubiłem repus.
Rysunek zaistniał w artykule pod tytułem: Dionysos in Meroë, w publikacji Zurück zum Gegenstand (Fs Andreas E. Furtwängler), hrsg. v. R. Einicke, H. Löhr u.a., Langenweißbach 2009, II, 453-469.
Czy scena ta wyglądała właśnie w ten sposób? Jest wielce prawdopodobne, że różniła się wieloma szczegółami, ale idea i tradycja orszaków Dionizosa jest w tej kompozycji zachowana.
Uważam, że hipotezy są bardzo pożyteczne w rzetelnym dociekaniu – natychmiast rozniecają polemiki, wytykają niewiedzę i powodują wzmożoną penetrację w zamierzchłym, być może nawet spowodują konserwację zapomnianej szkatułki.
Dnia 9 września, w siedemdziesiątą trzecią rocznicę swoich urodzin (09-09-1941),
w roku pańskim 2016 w Szlangenbad (Hessia)
zmarł dr hab. Peter-Otto (Piotr) Scholz. Profesor europejski.












