You are currently viewing Jezu ufam Tobie

Jezu ufam Tobie

Rok 1990. Fresk suchy – technika kazeinowo – wapienna. „ JEZU UFAM TOBIE ” Wysokość postaci 650 cm. Malowidło zrealizowane w klasztorze Ojców Kamilianów w Warszawie  (Buraków). 02 Chmiel Wojciech- Jezu Ufam Tobie, całość Dwa tygodnie falującej wieży rusztowań, pełen komplet – 16 kondygnacji. Oszalałem. Dwa miesiące przygotowań, dzienników Św. Faustyny, Biblii, raportów z niemieckich obozów o krzyżowaniach na „słupkach”, modeli i sesji fotograficznych, nie wyłączając uszycia odpowiedniej szaty. Ostatecznie projekt został zaakceptowany mimo jaskrawej różnicy między rozpowszechnionym w sanktuariach wizerunkiem… i oto ją mam – moją ścianę z moim wyznaniem. Przywiozłem do czystej klauzury braciszków dodatkowo siennik i świeckie akcesoria. Godzin 6 malowałem, 4 spałem pod rusztowaniem – to był rytm. 03 Chmiel Wojciech- Jezu Ufam Tobie, zbliżenie Wizerunek sprzeczny z objawieniem Św. Faustyny, zlikwidowałem mrok celi, a białe musiało zaistnieć na białym. Braciszkowie modlić się jeno mogli i wmuszali we mnie jedzenie, o ile w odpowiednią porę trafili. Lubiłem te rzadkie chwile relaksu po biblijnym czytaniu, w międzyczasie pojmowanym przez nas odmiennie. W realizacji uczestniczyły sprawne pędzle malarza Leona Michna. 04 Chmiel Wojciech- Jezu Ufam Tobie, kadr Wreszcie dokonało się – złożyłem rusztowania i pobrałem następną część zaliczki (rano wylatuję do Afryki), po resztę należności Przeor pojechał gdzieś. Czekam. Wtedy to się zdarzyło – postawiłem rusztowanie po raz wtóry. Zatańczyłem z pędzlami jeszcze raz po twarzy – i wtedy ściana uległa, każde muśnięcie było mną i nią zarazem, pieszczota tak powabna dla mężczyzny. Fascynacja nas połączyła. Dokonało się. Księdza po powrocie zamurowało, doszło do dżentelmeńskiego konfliktu i nie dostałem wtedy reszty pieniędzy… nastąpiło to w czas jakiś potem, Przeor zdenerwował się nie na żarty. 05 Chmiel Wojciech- Jezu Ufam Tobie, szczegół Kamilianie zajmują się leczeniem ciała, nie tylko duszy. Prowadzą „domy śmierci” dla hiv-owców. Udekorowali je moimi szkicami – istnieją jedynie negatywy. Ostał się przypadkowo jeden tylko (formatu B-1). W lat kila po tym zdarzeniu odwiedził mnie fotografik Stanisław Klimowski. Przyniósł zdjęcia w prezencie i wiadomość – fresk Chrystusa po wchłonięciu modlitwy oddalił HIV u błagającej na klęczkach dziewczyny. Oniemiałem. Niemożliwe, ale prawdopodobne… Nigdy nie weryfikowałem nowiny, a Przeor skorzystał z posłańca-fotografika i teraz już chce, abym namalował „Pietę Św. Kamila”, którą znam z autopsji, ale już nie do ołtarza, bo to nieco bluźnierstwem zalatywało, ale aby może leczyła. Zapewne zrobię to jeszcze na koniec, ale to już zupełnie inna historia.

DCF 1.0

Dodaj komentarz