Czas artystycznej bohemy, ale też czas wypełniony twórczością. Pracownia pierwszego i czwartego roku ASP – Ludwik Maciąg. Lata wewnątrz tego okresu – pracownia Michała Byliny. Obaj ci twórcy łaskawym okiem postrzegali figuratywność, jedyni zresztą wtedy na Akademii. Asystenci to kwiat polskiej Nowej Figuracji – Marek Sapetto i Wiesław Szamborski. Nie ukrywam, że przesiąkałem nieco ich mitem.
Najbliżsi przyjaciele tamtych lat: (od lewej)
Krzysztof Cybulski – zdeklarowany abstrakcjonista, przepadł po studiach gdzieś na emigracji w Australii. Zmarł tragicznie dawno temu.
Kazimierz Haka – zafascynowany Les Fauves – zwłaszcza drapieżnym Georgem Rouault, był wielkim zwolennikiem awangardy futurystycznej, Konstruktywizmu i De Stijl Mondriana. Do dzisiaj płodnie maluje w stylu Hard-edge petting. Na emigracji w Stanach Zjednoczonych pozostał pod wpływem figuratywnego pretekstu, jest niespożycie twórczy. http://hakafineart.com/index.html
Włodzimierz Książek – zaczynał secesyjnie w 1971, ale już na studiach (w zgodzie ze swoim impulsywnym temperamentem) „koleinę” wydeptała deformacja, dążącą do syntezy gwałtownego Ekspresjonizmu Abstrakcyjnego. Miał wrodzony Lachom pociąg do romantyzmu, tylko temperament wiecznie za gwałtownie wybuchał – monumentalna abstrakcja ostatecznie zdominowała tę twórczość, ale zawsze emanowała od gwałtownego pędzla osobista intymność. http://www.polishartworld.com/artists.php?lang=pl&aId=80
Zmarł 18 maja 2011 r. (ciało znaleziono w tym dniu) w pracowni – Pawtucket, USA. Pozostawił córkę Weronikę. Sam nie przyjął zamorskiego obywatelstwa. Zmarł w wieku 60 lat obok sztalugi i w sąsiedztwie tego co bezgranicznie kochał. (http://en.wikipedia.org/wiki/Wlodzimierz_Ksiazek)
Brak na dokumencie zbiorowym Zbyszka Trembałowicza (on fotografował) – zmarł tragicznie w wieku 46 lat (1994 r. w USA), tragiczniej chyba nie można. Całe życie Trembała było Hiobowe (dosłownie), od samych narodzin. Nie potrafił też odnaleźć autentyku w swojej skomplikowanej naturze, a może był za mało cierpliwy – ostatecznie brnął w stylizowany Surrealizm, właściwie kontynuacja Paula Delvoux rozcieńczona twórczością Rene Magritte. Na emigracji zdradził pędzelki.
Ja zostałem zjadać polski chleb, który w ostatnich czasach jest wyrafinowanym wytworem chlebopodobnym. Zostałem i jestem właściwie emigrantem w Polsce.
Łączyła nas wtedy pasja i modern art, a wieczorami wino marki „Wino”. Nasze realizacje – tak różne przecież – scalał trwale smętek tamtej doczesności, ale rzucaliśmy niemal od niechcenia nasze lśniące i zbuntowane „perły między wieprze”. Autentyczne Polskie Kwiaty, których nie podlewał nikt.
Malarz Kazimierz Haka w 1973 r. i moja pastel jego charakteru z tego okresu. Przez całe studia dzieliliśmy wspólnie wynajmowane pracownie, aby móc pracować poza obowiązkowymi zajęciami. Znałem go lepiej niż puste swoje kieszenie, w których mógł się zabłąkać jedynie „pet”.
Malarz Włodzimierz Książek w 1973 r. Rysowaliśmy bez wytchnienia wszystko, zatem i siebie nawzajem – oto moja pastel „demonicznego” Włodka.
W oleju byłem mniej rozbuchany, za to nieudolnie nowofiguratywny i urzeczony artyzmem naskalnym homo sapiens fosillis. Zwłaszcza ruch zwielokrotnionych kończyn był dla mnie objawieniem. Biblioteka warszawskiej Akademii stanowiła wtedy potęgę nie istniejącą nigdzie w Polsce. Godzinami można było wertować wspaniałe albumy o niewiarygodnej jakości reprodukcji – poznawać faktyczną Historię Sztuki, pomijając całkowicie mroczne i nudne slajdowiska na wykładach.
Konglomerat nowych wartości zderzony z nieśmiałą Duszą żółtodzioba zaczynał niespiesznie owocować. Kwaśne to były jeszcze owoce – „na pochodnych” z koła barw czynione, ale już zawierały pestkę.
Tematy narzucały się samoistnie, w końcu mimo młodego wieku – wartkiego życia już liznąłem. Gorzej było z najważniejszym – formą i kolorem. Zamalowane formaty pęczniały, zagracając wynajęte pomieszczenia, a nienasycenie prawie kipiało. Nie dopuszczałem zwątpienia – Kombo by zresztą na to nie zezwoliło. „Oddział Zamknięty” na zaliczenie roku przemalowałem – dręczyło mnie „czarne” światło jakie widziałem w tej ponurej, jałowej bieli – zjawisko dostępne jedynie takim wnętrzom.
Istniała już Muza – Piękna Helena. Przestałem rysować na Akademii opasły koszmar zawodowych modelek. Budziła się Dusza z uśpienia karmiona poezją kobiecego ciała i czułą osobowością. Cały dyplom tylko Jej jednej poświęciłem – tym opowieściom, pieszczocie, lękom i witemu już Gniazdu. Rysunek w formacie B-1 z kolekcji Bogdana Żurawskiego.
Rosły skrzydła – to był niezaprzeczalny fakt. Całymi nocami malowałem, potem kilka godzin snu wtulony w kobiece ciepło… i uczelnia. Miałem stypendium artystyczne i finansową pomoc uczelni – dzięki niezrównanemu Markowi Sapetto. Pochodziłem z inteligenckiej rodziny ledwo wiążącej koniec z końcem, a na dokładkę przerażonej moimi wykroczeniami przeciw utartym przypowieściom.
Zajęcia trzeba było zaliczać, ale i tam znajdowałem nieopisaną przyjemność rozbudzając monotonię przysypiającego zjawiska. Wyrażałem się tym, co było pod ręką, najczęściej nieco zaschniętą farbą z porannej palety olejnej.
Obowiązkowy, marcowy plener w Skokach pod Poznaniem. Niewiele dotrwało do obecnych czasów, rysunki malarskie – wszystkim co pod ręką, gwałtowne i szybkie. Własność Marka Wawrzyniaka, format B-2, temat –” nagły powrót zimy”. Odmroziłem wtedy ręce.
Fotografie sepiowane są nekrologami – nic nie dotrwało do dzisiaj, najczęściej nie ma nawet negatywu – całkowita pustka… Kolor istnieje, niekiedy tylko we fragmentach.
Odeszła również w 1993 r. Ewa Ćwiertnia, która swoją drogę twórczą rozpoczynała 1971 r. Malarskie epitafium tej artystki jest w Sandomierzu, obok obrazów jej ojca Jerzego (1928 – 2009).
Coraz smutniejszy jest Czas ostatnio.















Chmiel,
Fascynujace jest ze jak patrzymy na nasze wspolne studia , na ludzi ktorzy obok byli, nasza pamiec o tym moze byc skrajnie rozna….. zycie kazdego z nas jest alterrealne…..rownie dobrze moglibysmy zyc w innych epokach……
Mam ogromnie duzo szacunku do Maciaga i Byliny. Bardzo dobrzy pedagodzy .
joanna salska