Upadek pod Krzyżem
Bywają momenty przekorą kraszone. Nic się wtedy nie liczy, tylko przyczajony, wewnętrzny demon. Będzie zatem o „Upadku pod Krzyżem”, a właściwie o dwóch upadkach – rok 2005.
Bywają momenty przekorą kraszone. Nic się wtedy nie liczy, tylko przyczajony, wewnętrzny demon. Będzie zatem o „Upadku pod Krzyżem”, a właściwie o dwóch upadkach – rok 2005.
Tym razem inicjatorką była moja niedoszła teściowa, matka Muzy Ewy. Wyznawała prawosławie i miała gdzieś w podlaskim krajobrazie kwaterę rodzinną.
Z wielkimi oporami podejmuję się projektowania wnętrz. Dawniej, kiedy pisklęta w Gnieździe miały jeszcze żółte, wrzaskliwe dzióbki, wnętrza były nagminnymi zleceniami. Zapewne nastąpił swoisty przesyt.
Rok 2009. Niemożliwym było mignąć się od „okrasy graficznej” przedsięwzięcia. Dwaj młodzi, bardzo zdolni mężczyźni (pan K. i pan S.) mieli wielkie poparcie moich przyjaciół. Oddawali środowisku pożyteczne usługi, frunąc niemalże w labiryntach bankowości.
Matka mojego Syna, Gabriela Chmiel, z którą przeżywałem amplitudą wspaniałe wzloty i egzaltacje, a często ekonomiczne niedobory egzystencji - osiadła w Holandii. Prowadzi tam własną firmę konserwatorską Kunstrestauratie Gabriela.
Rok 2004. Nieco przydławił mnie problem. Nowa aranżacja rozległego mieszkania na warszawskim Żoliborzu, tworzona kilka miesięcy w imię iskrzącego się optymizmu Mecenasa W. - utknęła nagle. Nie uchodziło pozostawić nowego przyjaciela i podążyć w piaski pustyni, mimo karlejącego czasu do odlotu w „ciepłe kraje”.
Rok 1999. Ostatni bojownik ekranu Maciej K. próbuje reanimować postępującą agonię Kina Ochota. Onego czasu budynek osiąga 49 rok istnienia. Z szacunku do przeszłości, ale też i ze względu na realia finansowe nie ingeruje się w architektoniczny modernizm z lat 30-tych, jak i w oryginalny „przepych” wystroju socrealistycznego z 1955 r.
Przedział czasu 2001 – 2006 nasyciła Ewa. Inspirowała całym urokiem kobiecości. Był to związek w stylu bohemy – żarliwy, grzeszny i bez przyszłości. Zgasł tak samo nagle jak się pojawił. Pozostały sesje fotograficzne jedynie – a nieliczne prace artystyczne, jakie udało nam się wspólnie stworzyć nie istnieją.
Bohema rozjeżdżała się po świecie. Złudzenia twórcze płowiały systematycznie. Na arenę dziejów wkroczyła Solidarność, wywracając dotychczasowe „wartości”. Stan Wojenny demolował militarną agresją – pod sztandarem „ratowania Polaków”.